poniedziałek, 17 listopada 2014

Prolog

Stała przy oknie ubrana tylko w czarną, dopasowaną bieliznę. Piła gorącą czekoladę i obserwowała jak śnieg z wolna otula Dortmund puchową kołderką. Włosy spadały warstwami na jej ramiona. Długie nogi o jakich marzyła nie jedna dziewczyna, idealnie urzeźbiona figura. Marzenie nie jednego mężczyzny. Ona jednak nic sobie z tego nie robiła. Doskonale wiedziała jak działa na mężczyzn i umiała sprytnie to wykorzystać, aby osiągnąć upragniony cel. Ana była kobietą o niebywałej urodzie. Zazwyczaj jej buzia się nie zamykała, jednak były tematy, które przyprawiały ją o róż na policzkach. 
W tym momencie czuła się znów jak małe dziecko. Uważnie obserwowała jak płatki śniegu przemierzają drogę na ziemie. Uśmiechała się przy tym promiennie, rozmyślając o nadchodzących świętach Bożego Narodzenia. Widziała wielu ludzi, którzy spieszyli w nieznanych jej kierunkach. W tym momencie do jednego z domów obok pojechał samochód. Wysiał z niego wysoki blondyn o niebywale pięknym uśmiechu. Zauważył skąpo odzianą dziewczynę w oknie i obdarzyłszczerym uśmiechem. Szybkim krokiem skierował się do bramy, którą zręcznie otworzył i wrócił do samochodu by wjechać nim na swoje podwórze. Ana mieszkała tu od niespełna tygodnia i nie znała jeszcze zbyt wielu ludzi w tym mieście.
Gdy skończyła jej się zawartość kubka, podłożyła go na blat kuchenny i pomaszerowała go swojej garderoby by zarzucić na siebie jakieś ubranie. Gdy skończyła się ubierać, włożyła czarny płaszczyk i wyszła ma zewnątrz. Chłodny podmuch wiatru, który uderzył jej prosto w twarz orzeźwił ją. Lubiła spacerować w zimowe wieczory, gdy jeszcze padał śnieg. Czuła wtedy prawdziwą magię świąt. Przyglądała się jak ludzie zdobią swoje domy milionami malutkich lampeczek, lub po prostu odśnieżają chodniki. Większość z nich obdarzała ją ciepłym uśmiechem, który Anastazja odwzajemniała. W głębi serca już zdążyła pokochać to miasto i ludzi, którzy tu mieszkają. Wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów lecz gdy chciała zapalić jednego z nich zdała sobie sprawę, że nie ma zapalniczki. 
- Cholera - przeklęła z grymasem na twarzy 
- Chyba ktoś tu ma zły dzień - uśmiechnął się blondyn, który odśnieżał swój chodnik 
- Miałam bardzo dobry dzień do teraz - powiedziała pokazując mu niezapalonego papierosa   
Blondyn zaczął się śmiać i z kieszeni swej kurtki wyciągnął zapalniczkę, którą podał dziewczynie. Ona zręcznie zapaliła swojego papierosa, zaciągając się dymem z wyrazem ulgi na twarzy. 
- Swoją drogą jestem Marco - powiedziwyciągając rękę w jej kierunku 
- Anastazja - rzekła i ujęła z gracją jego dłoń     

*****

Hej. Tak, więc postanowiłam zacząć pisać bloga. Nie wiem czy dam radę, ale postanowiłam spróbować. Mam nadzieję, że będziecie mnie wspierać w tym pisaniu, bo liczę na wasze motywujące komentarze. Prolog dość krótki, ale postaram się pisać później coś dłuższego.
Pozdrawiam :*